Jedenaście medali mistrzostw kraju, cztery Puchary Polski, niezliczone nagrody indywidualne – to tylko część siatkarskiego dorobku Izabeli Kowalińskiej. Po sezonie 2019/20 powiedziała ostatecznie, że czas na zakończenie kariery. Żeberko dziękujemy za wszystko!

Pierwsze siatkarskie kroki stawiała w AZS-ie UMCS TPS Lublin. W 2000 roku trafiła do SMS-u PZPS Sosnowiec, a już rok później z reprezentacją kadetek zdobyła srebrny medal mistrzostw Europy i brązowy medal MŚ. Z tytułu mistrzyni Europy juniorek cieszyła się w 2002 roku. W kolejnym do kolekcji dołożyła brąz mistrzostw świata w tej samej kategorii wiekowej. Z SMS-u PZPS do AZS-u AWF Poznań przeniosła się w 2003 roku. Dwa lata później podpisała kontrakt z ekipą Winiar Kalisz. Z tym klubem odniosła pierwsze seniorskie sukcesy w krajowych rozgrywkach.

W 2008 roku związała się rocznym kontraktem z AZS-em Białystok, z którego przeniosła się do Muszynianki. Z ekipą z Muszyny zdobyła srebro mistrzostw Polski. Przenosiny w 2010 roku do MKS-u Dąbrowa Górnicza zaowocowały brązem MP i Pucharem Polski.

I wtedy Izabela Kowalińska zdecydowała się na odważny ruch – podpisanie kontraktu z I-ligowym Chemikiem Police. Ryzyko się opłacało. W sezonie 2013/14 zespół z Polic awansował do rozgrywek ekstraklasy, a już rok później świętował potrójną koronę – mistrzostwo Polski, Superpuchar i Puchar Polski. Barwy Chemika Iza reprezentowała przez cztery bardzo udane sezony.

W 2016 roku znów zdecydowała się na podjęcie ryzyka. Podpisała umowę z ŁKS-em Commercecon Łódź i dziś nie ma czego żałować. Razem z Izą wspominamy tę decyzję i lata spędzone w Łodzi. 

Uważam, że to wcale nie była taka kontrowersyjna decyzja z przyjściem do ŁKS-u. Potrzebowałam zmiany i było pewne, że z Chemika odejdę. ŁKS to był bardzo dobry wybór. Oczywiście nie mogłam tego wiedzieć podpisując kontrakt, ale intuicja mnie nie zawiodła – przyznaje. – Podpisałam początkowo kontrakt na dwa lata, potem przedłużałam i ostatecznie wyszło na to, że zdobyłyśmy trzy medale w czterech sezonach. Także to był naprawdę fajny czas.

Najlepsze chwile = kibice

Kilkanaście lat wspaniałej kariery, wiele sukcesów i gra w najlepszych polskich zespołach – to może sprawić, że trudno wybrać z pamięci kilka wyjątkowych chwil. A jednak Iza odpowiada bez wahania. – To były te momenty, w których kibice zbierali się największą ilością. Kiedy była atmosfera, czyli derby, play-offy i Liga Mistrzyń. To były takie mecze, w których chciało się walczyć do ostatniej kropli krwi na boisku – podkreśla.

Taka jest prawda, że kibice niosą zespół. Nasi kibice to wiele razy pokazali. Przy ich wsparciu, gdy mamy pełną halę za sobą, potrafimy grać dużo lepiej. Mecze przy pełnych trybunach były najlepszymi w naszym wykonaniu. I takie spotkania będę wspominać najbardziej – dodaje. – I już nawet nieważne, czy to były derby, czy play-offy lub LM. Każdy z tych meczów miał taką oprawę, że równie dobrze mógłby to być pojedynek o mistrzostwo świata. Każdy klub ma swoich kibiców, którzy chcą czuć się ważni. To oczywiste. Ale taką atmosferę, która jest w ŁKS-ie, muszę przyznać, że spotkałam po raz pierwszy w życiu. Slogan, że ŁKS to jedna, wielka rodzina nie wziął się z niczego.

Iza nie ukrywa, że bywały trudne momenty w relacjach zespół – kibice. – Każdy chce zachować trochę prywatności i skupić się na tym, co umie robić najlepiej. My na graniu, oni na kibicowaniu. Nie było cały czas różowo i musieliśmy się dotrzeć. Zarówno my jako drużyna, jak i kibice z nami. Koniec końców stworzyliśmy wszyscy razem fajny team. ŁKS to jest wyjątek. Wszędzie są kibice, ale patrząc po innych drużynach, to jednak w żadnym innym nie widziałam takiej organizacji i tego w jakiej ilości oni przychodzą na mecz domowy, czy jeżdżą na wyjazdy.

 

*Na drugą część wspomnień zapraszamy w niedzielę 🙂