W rundzie zasadniczej sezonu 2018/2019 niewielu obstawiało, że po mistrzowski tytuł sięgnie ŁKS Commercecon Łódź. – Wierzę, że przy pomocy naszych kibiców znowu jesteśmy w stanie dojść daleko – podkreśla Klaudia Gajewska, środkowa Łódzkich Wiewiór

Przed poprzednim sezonem mówiłaś, że negocjacje z prezesem Hoffmanem trwały 2 minuty. A jak było tym razem?

Chyba bijemy rekord czasowy odnośnie tego typu rozmów. I tym razem było bardzo podobnie. Negocjacje same w sobie były krótkie i konkretne. Natomiast sama rozmowa trochę dłuższa, lecz tyczyła się poprzedniego sezonu, wakacji i oczywiście złotego medalu.

To musiał być dla Ciebie bardzo emocjonujący sezon – debiut w ekstraklasie i to od razu z perspektywą występów w Lidze Mistrzyń. Jak dzisiaj wspominasz ostatnie miesiące?

Owszem, cały sezon był bardzo emocjonujący. W zasadzie od pierwszego spotkania z dziewczynami i trenerem, aż do ostatniego gwizdka. A w zasadzie te emocje szły jeszcze dalej… Poczucie złotego medalu na szyi i odśpiewanie hymnu przy pełnej hali kibiców, rodziny, przyjaciół! Kolejnym takim punktem było spotkanie na dachu Sukcesji. Wtedy już do mnie tak naprawdę dotarło czego udało nam się dokonać. To były wspaniałe momenty naszprycowane olbrzymią dawka emocji, adrenaliny, satysfakcji i wzruszenia. To są chwilę, które zapamiętam z pewnością do końca mojego życia.

Większość Wiewiór przyznała, że poczucie zdobycia złotego medalu dotarło do nich po jakimś czasie. A jak to było u Ciebie? Czy nadal złoty medal wywołuje równie szybkie bicie serca?

Po trzecim zwycięstwie i zdobyciu tytułu mistrza wiele się działo. Tak naprawdę nie było czasu na spokojnie ucieszyć się z sukcesu. Dopiero po kilku dniach, jak to wszystko się lekko wyciszyło, pomyślałam sobie „cholera, to działo się naprawdę”. Jak patrzę na medal, który mam zawieszony w pokoju, to może nie szybsze bicie serca, ale zdecydowanie uśmiech na twarzy i zadowolenie.

Czy jest jakiś moment, wydarzenie z zeszłego sezonu, które najbardziej zapadło Ci w pamięci?

Praktycznie z każdego meczu towarzyszy mi jakieś wspomnienie. Jednak najbardziej w pamięci utkwił mi debiut w Lidze Mistrzyń w naszej hali i finał. Aaa… i oczywiście porównanie trenera, że jego babcia chodzi szybciej niż ja! Pozdrowienia dla trenera Maska 🙂

Łódzkie Wiewióry uczestniczą w wielu akcjach społecznych i charytatywnych. Ty jesteś częstym gościem pikników i spotkań z dziećmi. Czy to jest właśnie ta część pozasportowych obowiązków, w której czujesz się najlepiej?

Utożsamiam się z ŁKS-em. Jak już wcześniej mówiłam, to jest duża część mnie. Jeśli mogę się gdzieś pojawić, to z wielką przyjemnością to robię. Nie ma znaczenia czy to piknik dla dzieciaków, czy jakiś inny event.

Na początku sierpnia rozpoczniecie przygotowania do nowego sezonu, więc jest okazja do wypoczynku. Jak spędzasz tegoroczne wakacje?

Wakacje pod tytułem „mały relaks” miały u mnie miejsce w maju. Zwiedziłam kawałek Sycylii. Aktualnie jestem trenerem osiedlowym, więc wolny czas spędzam pracowicie. Czekają mnie jeszcze odwiedziny u przyjaciół w Liverpoolu. Planuję też spotkania z przyjaciółmi, dla których w sezonie mam mniej czasu oraz częstsze odwiedziny rodzinnego domu, w którym w sezonie też praktycznie nie bywam.

Przed nami kolejny wymagający sezon – będziecie musiały łączyć ligę krajową z występami w Lidze Mistrzyń. Jak myślisz, na co będzie stać ŁKS w nadchodzących rozgrywkach?

Po tym sezonie już jesteśmy świadome jak Liga Mistrzyń i LSK potrafią dać w kość. Myślę, że jest to plus, gdyż wiemy czego możemy się spodziewać. Trzeba jednak przyznać, że w poprzednim sezonie losowanie LM było dla nas łaskawe. Obyło się bez ekstremalnie dalekich wyjazdów. Zobaczymy jak będzie w tym roku. Po sukcesach z poprzednich dwóch lat wiem, że kibice i całe środowisko siatkarskie będzie się z ciekawością przyglądać jak idą nasze poczynania w lidze. Myślę, że ponownie nie zabraknie w tej drużynie ambicji i chęci zwycięstwa. Nasi kibice mogą być pewni, że na boisku zostawimy mnóstwo potu, determinacji i jeszcze więcej serducha do gry. Wierzę, że przy pomocy naszych kibiców znowu jesteśmy w stanie dojść daleko.