Cztery lata, trzy medale i wiele wspaniałych wspomnień. Naszym Wiewiórom nigdy nie mówimy „żegnaj”, drzwi klubu zawsze stoją dla każdej otworem. Dziś „do zobaczenia” mówimy środkowej Ewie Kwiatkowskiej. Kwiatku dziękujemy!

Karierę sportową Ewa Kwiatkowska zaczynała w szczecińskim Piaście, a w 2006 roku rozpoczęła sześcioletnią przygodę z PSPS-em Chemik Police. W 2012 roku przeniosła się do Jedynki Aleksandrów Łódzki, którą reprezentowała przez jeden sezon. Następnie podpisała kontrakt z Zawiszą Sulechów i z tym zespołem wywalczyła mistrzostwo I ligi kobiet. W 2015 roku powróciła do PSPS-u Chemik Police. 

Rok później podpisała kontrakt z beniaminkiem ekstraklasy – ŁKS-em Commercecon Łódź. Czy pamięta jeszcze swój pierwszy trening w koszulce z przeplatanką? – Jeszcze pamiętam. Siatkarskie lata mam, ale pamięć funkcjonuje 🙂 Pamiętam przywitanie w szatni z dziewczynami, które wcześniej oglądałam w telewizji. Stres i myśl: „Ja będę z nimi grać, z zawodniczkami, które już mają szyję obwieszoną medalami.” Otrzymałam białą koszulkę z czerwonym znaczkiem i poszłam na trening. W stresie, ale pełna zapału i chęci wykorzystania swojej szansy. Nie sądziłam, że spędzę w ŁKS-ie aż 4 sezony. Każdy inny, piękny, stresujący i z mnóstwem wspaniałych ludzi dookoła. Te cztery sezony sprawiły, że czerwony znaczek na koszulce zmienił się na trzy litery w moim sercu, czyli ŁKS!!! – wspomina.

„To nie jazda figurowa”

Decyzja okazała się strzałem w „10”, podobnie jak każde kolejne przedłużenie umowy. W pierwszym sezonie wraz z zespołem zajęła 6. miejsce w Orlen Lidze, ale największe sukcesy świętowała w trzech kolejnych. Najpierw przyszło wicemistrzostwo Polski, następnie upragnione złoto i w minionym sezonie brązowy medal mistrzostw Polski. 

Które chwile z tej czteroletniej historii Ewa Kwiatkowska będzie pamiętać najbardziej? – Bardzo dużo tych chwil było. Jednak najbardziej będę wspominać mecz z Rzeszowem o wejście do finału (mój drugi sezon). Z sytuacji właściwie niemożliwej, wyszłyśmy obronną ręką i wygrałyśmy spotkanie. Także nieszczęsny pierwszy mecz finałowy z Chemikiem, historyczny set do 4. Dodam jeszcze mój pierwszy mecz w LM ze Schwerinem. Dużo stresu, jednak okazało się, nie taki diabeł straszny. Oczywiście nie mogę zapomnieć o kibicach i oprawach meczowych. Zapierały dech w piersi.  Coś niesamowitego. Oby sytuacja w kraju się poprawiła, ponieważ bez nich będzie pusto, jak na treningowym sparingu.

Miniony sezon zakończył się przedwcześnie, szczęśliwie jednak dla ŁKS-u Commercecon Łódź, bo z brązowym medalem. Jak Ewa ocenia ten sezon w wykonaniu zespołu? – Jeśli sezon kończy się medalem, to chyba należy ocenić go pozytywnie. Pomimo sytuacji, które działy się w trakcie. To nie jazda figurowa, tu nie ocenia się stylu tylko wynik końcowy. Nasz skończył się rzutem na taśmę brązowym medalem i z tego należy się cieszyć.

Doskonale wpasowała się również w klimat Łódzkiego Klubu Sportowego. Zawsze znalazła czas na rozmowy z kibicami. Również wtedy, gdy trzeba było zmierzyć się z tematem przegranego meczu. Ewa zostawiła w ŁKS-ie Commercecon Łódź dużą część siebie i za to będziemy jej zawsze wdzięczni. – Kibice to najważniejszy element ŁKS-u. To oni tworzą atmosferę i charakter tego klubu – podkreśla. – Pokazują co znaczy przeplatanka. Dzięki nim pokochałam ŁKS, Łódź, ludzi tu mieszkających. Teraz tu widzę siebie i swoją przyszłość. Otrzymałam od nich wsparcie i to dla sportowca jest najważniejsze. Gdy tracisz wiarę na boisku, oni potrafią podnieść Cię z „kolan”. Dziękuję im wszystkim.

Piękne chwile zebrane w kronice

Przez cztery sezony w ŁKS-ie Commercecon Łódź zagrało sporo zawodniczek. Czy z którąś z nich nawiązała przyjaźń? – Wszystkie dziewczyny wpisały się w moja historię siatkarską. Dziękuję im wszystkim za te sezony. Na pewno z częścią utrzymam kontakt i będzie kawka, jednak informację z kim, zostawię dla siebie. Buziaki dla wszystkich Wiewiórek.

Nie jest tajemnicą, że w wolnych chwilach Ewa prowadzi kronikę, w której dokumentuje wspomnienia ze swojej kariery. Zapytaliśmy ją zatem, czy dużą część poświęciła w niej Łódzkim Wiewiórom? – Pomysł kroniki zaczął się dzięki mojej mamusi, która zaczęła zbierać wycinki i drukować wszystkie informacje o moim hobby. Początkiem były to tylko artykuły, teraz wygląda to bardziej okazale – opowiada. – Rozwinęłam styl kroniki, dodałam zdjęcia z wyjazdów z drużyną, z kibicami. Oczywiście zdjęcia z meczów, opraw, różnego rodzaju pamiątki. Są również rysunki od dzieci, które wykazywały się swoją twórczością na naszych spotkaniach. A w związku z tym, że w ŁKS-ie spędziłam cztery sezony i było intensywnie pod każdym względem, to historia jest duża na dwa bądź trzy albumy. Bardzo się cieszę, że mam tak fajną pamiątkę.

Co zatem znajdzie się w kolejnej części kroniki Ewy Kwiatkowskiej? – Akurat tak się złożyło, że kończąc sezon skończyłam album. Czy kupię kolejny na kontynuowanie kroniki? Przyszłość pokaże, na razie czekam na oferty.

I jeszcze kilka słów od Ewy:

Bardzo bym chciała podziękować wszystkim osobom, dzięki którym mogłam brać udział w budowaniu drużyny Wiewiór. Dziękuję prezesowi Hubertowi Hoffmanowi, bez niego nie byłoby mnie tutaj. Wszystkim sponsorom, trenerom, sztabowi, naszemu wspaniałemu zapleczu organizacyjno-marketingowemu, Wiewiórom oraz kibicom. Dziękuję, dzięki wam mam trzy medale i to każdy w innym kolorze🙂

Ewa dziękujemy za wszystko! Zawsze będziesz naszą Łódzką Wiewiórą!