Zuzanna Efimienko-Młotkowska po roku gry we włoskim Metalleghe Sanitars Montichiari zdecydowała się na powrót do Polski i wybrała właśnie nasz klub. – Na chwilę obecną wiem to, że lepiej chyba nie mogłam wybrać – powiedziała podczas wywiadu. 

Początek nowego roku to czas refleksji. Jakie było dla Ciebie minione 12 miesięcy?

Zuzanna Efimienko-Młotkowska: Miniony rok był bardzo ciężki i pracowity pod względem zawodowym. Najpierw sezon w lidze włoskiej, bardzo długi sezon kadrowy (ponad 5 miesięcy), a tuż po nim szybki przeskok na sezon klubowy. Mimo zmęczenia, różnych wzlotów i upadków uważam, że miniony rok mogę zaliczyć na plus.

Codzienność siatkarki to treningi i mecze, zawodowo jest to dość ściśle zaplanowany cykl. Z drugiej strony nie można sobie zaplanować „w tym roku mistrzostwo”, bo sport jest nieprzewidywalny. Jak przekłada się to na Twoje życie prywatne? Masz wszystko zaplanowane, czy raczej wolisz iść na żywioł?

– Raczej nie lubię zbytnio planować, lepiej jest żyć z maksymalnie dwutygodniowym wyprzedzeniem. Często zdarza się, że nawet nie wiem z kim gramy mecze w najbliższym okresie, ponieważ myślę tylko na 5-6 dni do przodu. Podobnie było przed sezonem kadrowym, gdy dostałam plan na cały okres zgrupowań. Gdybym wtedy zaczęła się skupiać na całym tym terminarzu, to chyba mogłabym zwariować, bo pracy było dużo, a wolnych dni jak na lekarstwo.

Twoja kariera zawodowa to przeplatanka występów w lidze polskiej i włoskiej. Porównasz dla nas system pracy w obu ligach?

– Myślę, że zbyt dużej różnicy w pracy na treningach i w taktyce nie ma. Większą różnicę widzę raczej w podejściu i mentalności. W Polsce jest bardzo duża presja. Czasami takie oczekiwania i jakieś cele przysłaniają zupełnie przyjemność i zabawę jaką daje siatkówka. Wiadomo, że jesteśmy profesjonalistkami i jest to dla nas praca, którą musimy wykonywać na najwyższym poziomie, ale jeżeli zatraca się przy tym przyjemność z gry, to myślę, że później traci na tym widowisko i kibice. Dlatego moim zdaniem we Włoszech wygląda to inaczej, zarówno mecze, jak i treningi są bardziej wesołe i na większym luzie.

Życie sportowca to z reguły częste zmiany miejsca zamieszkania i wymuszają od Was elastyczności, szybkiego dostosowania się do nowych warunków. Jak to znosisz? Szybko adaptujesz się do nowej rzeczywistości?

– Tak naprawdę mieszkam poza domem od 14. roku życia, wiec nie jest to dla mnie nic nowego. Przyzwyczaiłam się do takiego trybu życia i nie przywiązuje się jakoś bardzo do miejsc. Moim największym szczęściem jest to, że mój mąż może do mnie często przyjeżdżać i mnie odwiedzać. Jednak takie życie w rozjazdach jest ciężkie dla rodziny czy małżeństwa, ale chyba dla chcącego nic trudnego.

W Łodzi mieszkasz już kilka miesięcy. Powiedz nam jak się tutaj czujesz? Nawet mieszkańcy miasta przyznają, że Łódź ma specyficzny klimat…

– Łódz na pewno ma swój specyficzny klimat, ale uważam, że dużo zaczyna się tu zmieniać na plus. Wspominając Łódź na przykład sprzed 10 lat, to jest zupełnie inne miasto, na pewno dużo ładniejsze i już nie tak ciemne i ponure. Trochę przerażają mnie korki, bo już się odzwyczaiłam od tego, ale taka już specyfika niektórych większych miast. Wrocław wspominam pod tym względem równie źle.

Jako ostatnia dołączyłaś do zespołu z powodu swoich obowiązków w reprezentacji. Dziewczyny już trochę ze sobą trenowały. Obawiałaś się tego, jak Cię przyjmą?

– Zawsze jakiś taki mały stres jest, ale miałam szczęście, bo tak naprawdę znałam dość dobrze 5 dziewczyn, wiec zostałam przyjęta bardzo dobrze. Myślę, że dość szybko weszłam w atmosferę naszego zespołu. Akurat u nas panuje bardzo fajna atmosfera i tak naprawdę z każdą z dziewczyn mam bardzo dobry kontakt, a to wbrew pozorom nie zdarza się często. Jednak w niektórych zespołach tworzą się jakiejś małe grupki, które nawet czasami toczą ze sobą małe wojny. W naszym zespole całe szczęście nic takiego chyba nawet nie ma racji bytu.

Jak pracuje Ci się po okiem trenera Maska? Czym jego praca wyróżnia się na tle innych szkoleniowców, z którymi miałaś okazję pracować?

– Z trenerem współpracuje się bardzo dobrze. Zwraca on dużą uwagę na siatkarskie detale, co później na pewno procentuje w naszej grze. Myślę, że dzięki temu sporo mogę jeszcze poprawić w swojej grze i dlatego cieszę się z tej współpracy, bo tak naprawdę siatkarka nigdy nie przestaje się uczyć.

12 meczów, 11 wygranych i tylko jedna przegrana. Do tego fotel lidera LSK. Masz poczucie, że dobrze wybrałaś drużynę?

– Na chwilę obecną wiem to, że lepiej chyba nie mogłam wybrać. Wyniki mówią same za siebie. Poza tym uważam, że atmosfera, którą mamy w drużynie pomaga nam i będzie pomagać nawet w trudnych momentach, bo na pewno nie raz się takie zdarzą. Liga jest długa i nieprzewidywalna. Przed sezonem chyba niekoniecznie stawiano na to, że ŁKS będzie tak wysoko, ale cieszę się, że teraz potrafimy i staramy się na każdym kroku udowadniać jak wartościowym zespołem jesteśmy.

Dobrym duchem zespołu są z pewnością kibice, którzy przychodzą Was dopingować w Atlas Arenie. Widać to również po meczach, podczas wspólnych okrzyków i śpiewów. Jak ważne jest dla Was wsparcie kibiców?

– Nasi kibice są naprawdę wyjątkowi. Atmosfera jaką tworzą w hali jest rewelacyjna. To jest naprawdę fajne uczucie, gdy zdobywasz punkt i cieszysz się, ale radość i okrzyki, które słyszysz z trybun dodają ci tej radości jeszcze 200 procent więcej. Wtedy myślę, że każda z nas jeszcze bardziej się nakręca pozytywnie do jak najlepszej gry. Poza tym oprawy, które tworzą są rewelacyjne. Nigdy się nie spotkałam z czymś takim na meczach siatkówki, zwłaszcza w takiej skali. Na pewno kosztuje to nasz klub kibica dużo pracy i poświęcenia, żeby tak się przygotować, ale efekt jest piorunujący. Takiego dopingu w Polsce nie ma nikt inny. Cieszę się również, że przychodzi sporo kibiców z dziećmi. Myślę, że atmosfera w Atlas Arenie jest bardzo sprzyjająca dla rodzin i mam nadzieję, że będzie się ich pojawiało jeszcze więcej na naszych meczach.

Czego możemy Ci życzyć w 2018 roku?
– W 2018 myśl, że można mi życzyć na pewno zdrowia, bo to zawsze jest ważne. A naszemu zespołowi można życzyć cierpliwości, wytrwałości, radości i takiej samej albo nawet lepszej atmosfery, zarówno wewnątrz zespołu, jak i na trybunach ze strony kibiców.

I tego właśnie życzymy!